Reklama

Monika Borkowska, Interia: Chiński system edukacji muzycznej jest państwowy, czy w większym stopniu prywatny?

Monika Karpińska: - Jest jedenaście szkół wyższych, w których nauka muzyki jest darmowa. Każda z tych szkół nadzoruje podległą sobie szkołę podstawową, gimnazjum i szkołę średnią. Poza tymi placówkami innych szkół muzycznych w Chinach nie ma. Pozostałe dzieci uczą się gry na instrumentach prywatnie. Zdarzają się szkoły państwowe ogólnokształcące, przy których organizowane są lekcje gry na instrumencie, ale tu już za naukę muzyki trzeba płacić. Przy czym warto podkreślić skalę zjawiska - w Chinach aż 60 milionów dzieci uczy się grać na fortepianie wyłącznie w ramach edukacji prywatnej!

Reklama

Prywatne nauczanie jest kosztowne?

- Wszystko zależy od tego, kto jest wykładowcą. Jeśli dzieci wykazują niezwykły talent i trafią do profesora z centralnego konserwatorium, to stawka jest zdecydowanie wyższa niż w przypadku zwykłego nauczyciela - cennik wynosi 200-250 euro za godzinę lekcyjną. Z kolei nauczyciel niższego stopnia dostaje za lekcję ok. 50 euro. Przy czym trzeba tu podkreślić, że Chiny są ogromne, w różnych regionach kraju są inne ceny. W biedniejszych prowincjach, głównie na północy, możliwość edukacji muzycznej jest tańsza.

Dzieci uczą się w Chinach wyłącznie gry na instrumencie, czy mają też teorię muzyki?

- W ramach tych jedenastu grup państwowych szkół muzycznych poza nauką gry na instrumencie odbywają się zajęcia z kształcenia słuchu i historii muzyki. Gdy studiowałam w centralnym konserwatorium muzycznym w Chinach miałam przedmiot muzyka świata, a na późniejszym etapie harmonię. Z kolei nauczanie prywatne opiera się wyłącznie na zajęciach praktycznych z gry na instrumencie. Nie ma tam innych ogólnomuzycznych zajęć.

W Polsce poza kształceniem słuchu w szkołach uczy się choćby zasad muzyki, harmonii, historii muzyki, form muzycznych, poza tym mamy zajęcia z audycji muzycznych...

- Faktycznie, w Chinach nacisk na teorię jest zdecydowanie mniejszy. Poza tym nawet jeśli chodzi o historię muzyki ich program jest zupełnie inny. Skupieni są na swojej kulturze, uczą głównie podstaw muzyki ludowej. Choć grają oczywiście utwory kompozytorów z całego świata. Kładzie się duży nacisk na praktykę, na biegłość techniczną. Młodsze dzieci grają skomplikowane utwory, które u nas przygotowuje się dopiero na etapie studiów, ale często nic za tym nie idzie. Brakuje przekazu, dojrzałości, zrozumienia, wiedzy o epoce, gatunku, kompozytorze. W wielu przypadkach stają się maszynkami do wydobywania dźwięków. Działają intuicyjnie. Na etapie szkoły podstawowej faktycznie ich osiągnięcia robią duże wrażenie. Ale już później te braki dają o sobie znać.

Mimo to osiągają liczne sukcesy na świecie.

- Oczywiście, nie brakuje tu przecież ludzi naprawdę zdolnych. Wśród tych 60 milionów pianistów,  o których mówiłam wcześniej, na pewno znajdzie się ktoś zjawiskowy, utalentowany, kto się przebije. Kto oprócz doskonałej techniki ma jeszcze to coś - piękne frazowanie, ciekawą interpretację, emocjonalność. Lepiej sytuowana młodzież wyjeżdża za granicę na kursy, warsztaty czy nawet na studia, gdzie zdobywa nowe doświadczenie. Czerpią pełnymi garściami, są niezwykle pracowici, chłoną wiedzę.   

Spotkałam się z opiniami, że w Chinach gra na instrumencie zapewnia wyższą pozycję społeczną.  

- Nie sposób się z tym nie zgodzić. Muzycy budzą szacunek i podziw. Są też jedną z najlepiej zarabiających grup. Gdy wyjechaliśmy do Chin z Waldemarem Malickim i jego Filharmonią Dowcipu z koncertami, które mają formę muzycznych skeczów, jednym z punktów programu była scenka  przedstawiająca życie muzyka w Polsce, biegającego z próby orkiestry do szkoły muzycznej, gdzie udziela lekcji, a wieczorem na własny koncert; muzyka, któremu wiecznie brakuje pieniędzy i musi chwytać się różnych zajęć, w efekcie pracuje od rana do nocy. Chiński organizator koncertu poprosił, żeby zrezygnować z tego skeczu, bo on nikogo tam nie rozśmieszy, nie zostanie nawet zrozumiany.

Dlatego Chińczycy tak chętnie wysyłają dzieci na lekcje muzyki? By zapewnić sobie byt materialny?

- Wielu upatruje w tym szans dla swoich pociech. Aspiracje rodziców są ogromne, do tego dochodzą wymagania, presja, konkurencja, którą się wytwarza w środowiskach kolektywnych. Jeśli tylko w rodzinie znajdzie się obiecujący talent, który ma możliwość rozwijać się i studiować za granicą, to wspiera go finansowo cała rodzina. Chińczycy masowo biorą udział w konkursach. Dla nich konkurowanie jest stanem naturalnym. Lubią się porównywać, ścigać, w takiej kulturze wyrośli. Liczą, że zostaną zauważeni.  

Bardzo dużą popularnością wśród Chińczyków cieszy się Konkurs Chopinowski. To wynika ze szczególnego upodobania twórczości tego kompozytora, czy też jest to kwestia prestiżu tego wydarzenia i szansy na zrobienie światowej kariery?

- Myślę, że oba te czynniki są istotne. Rozmiłowani w Chopinie są przede wszystkim Japończycy. W Chinach również wiele osób kocha muzykę Chopina, ale częściowo jest ona też traktowana jako przepustka do wielkiego świata. Fryderyk Chopin to polski produkt eksportowy, jedyny rozpoznawalny na taką skalę. Nie jesteśmy tu kojarzeni z niczym innym. Były czasy, że mówiło się tam o Lechu Wałęsie, o Andrzeju Grubbie, ale tylko Chopin na taką skalę był znany, jest i będzie.

Monika Borkowska