Reklama

Jak Pan sądzi, kto jest bardziej spragniony muzyki: publiczność czy pianiści biorący udział w Konkursie?

- Mówimy tu o dwóch różnych pragnieniach. W przypadku pianistów było to przedłużone wyczekiwanie na wydarzenie, które odmieni ich życie, bez względu na rezultat. Bo udział w Konkursie Chopinowskim jest wspaniałą przygodą, często pełną nerwów, adrenaliny jak w sporcie ekstremalnym, jednak takiej, którą do końca życia wspomina się jako coś absolutnie wyjątkowego. Pewien pianista powiedział mi, że jakby miał do wyboru polecieć w kosmos albo wziąć udział w Konkursie Chopinowskim, wybrałby Konkurs. 

Reklama

Kiedy rozmawialiśmy ostatnio, powiedział Pan: "Nie pozwolimy zamilknąć muzyce". Udało się - od kilku dni Filharmonia Narodowa rozbrzmiewa muzyką Chopina. Da się wyczuć ten głód sztuki? 

- Konkurs Chopinowski to jest święto muzyki, w którym bierze udział cały świat. Słuchacze - w tym liczni goście z całego świata - przybywają do Filharmonii Narodowej, gdzie odbywają się przesłuchania, spragnieni muzyki i pełni życzliwości dla młodych pianistów. Nie chodzi tu przecież o tropienie błędów w wykonaniu, ale wspaniałe wspólne przeżycie. Jurorów witają gromkie brawa. Jednocześnie na kanale YouTube Instytutu Chopina, który bije kolejne rekordy popularności, wre jak w ulu - pełne emocji komentarze pojawiają się co sekundę. Widać, że ludzie kochają te konkursowe emocje i wielką radość sprawia im komentowanie tego, co oglądają z zapartym tchem. 

Jak organizacja przeniesionego o rok XVIII Konkursu Chopinowskiego różni się od poprzednich edycji? Ten "dodatkowy" czas był przydatny?

- Konkurs odbywa się rok później, niż pierwotnie planowaliśmy, co - paradoksalnie - nie oznacza, że mieliśmy więcej czasu. Przeniesienie takiego wydarzenia to wiele komplikacji, do tego dochodziła niepewność, czy pandemia ponownie nie pokrzyżuje naszych planów. Udało się szczęśliwie zacząć i dokładamy wszelkich starań, żeby także szczęśliwie udało się skończyć. Stąd też taka troska o bezpieczeństwo wszystkich uczestników wydarzenia. 

Z kolei od strony pianistów - sądzi Pan, że to przesunięcie Konkursu o rok z powodu pandemii mogło być ciężkim doświadczeniem dla uczestników?

- Niewątpliwie czas pandemii dał się pianistom bardzo we znaki. Mieli mocno ograniczone możliwości koncertowania, niektórzy nawet ćwiczenia, mniejszy kontakt z profesorami. Ale wykorzystali ten czas znakomicie - poziom konkursu jest bardzo wysoki. 

Od strony organizacyjnej wszystko, co najważniejsze już zostało dokonane, czy jeszcze trzeba trzymać rękę na pulsie? Mam na myśli przede wszystkim kwestie związane z obostrzeniami w związku z pandemią.

- Oczywiście, że trzeba trzymać rękę na pulsie. Pozostajemy w kontakcie z Ministerstwem Zdrowia, staramy się zapewnić maksymalne bezpieczeństwo zarówno uczestnikom, jurorom, jak i publiczności, której obecność w sali koncertowej jest dla pianistów niezwykle ważna. 

W tym roku zasięg Konkursu jest jeszcze większy - zmagania pianistów można oglądać już nie tylko na żywo i w telewizji. Internauci mogą w każdym miejscu na świecie obejrzeć przesłuchania w specjalnej aplikacji i na YouTube. Czy to właśnie pandemia zrodziła potrzebę poszerzenia możliwości odbioru Konkursu?

- To jest trzecia edycja Konkursu Chopinowskiego dostępna online. Już poprzednia edycja w roku 2015 pokazała, że dobrze zrealizowane transmisje online mają ogromny potencjał i znaczenie dla melomanów z całego świata, którzy nie mogą być w październiku w Warszawie. Instytut Chopina bardzo wiele pracy włożył w to, żeby uczestniczyć - jako jeden z niewielu na świecie przedstawicieli tzw. muzyki poważnej - w nowoczesną i atrakcyjną obecność w Internecie. Kiedy zaczęła się pandemia, nie musieliśmy zaczynać od zera, byliśmy bowiem bardzo silnie obecni w sieci. Zasięgi tegorocznego Konkursu są bardzo dobre i już w początkowej fazie Konkursu widać, że pobijemy kolejne rekordy oglądalności. Nasza aplikacja na telefony znalazła się na 3 miejscu w kategorii muzyka na platformie iOS, transmisje w Chinach, na YouTube i na stronie chopin2020.pl do tej pory obejrzało już kilka milionów odbiorców.

Zauważyłam, że te wspaniałe możliwości dostępu do Konkursu na wyciągnięcie ręki tworzą przy okazji coś niepokojącego. Mianowicie, śledząc komentarze na żywo i w mediach społecznościowych, można natknąć się na przypadki hejtu skierowanego w stronę pianistów. Niektórzy czują się upoważnieni, by oceniać w komentarzach uczestników w niekoniecznie kulturalny sposób. Z czego może wynikać fakt, że nawet przy okazji tak znakomitego wydarzenia znajdą się osoby, które będą wylewać swoje frustracje?

- Mamy widzów na całym świecie i zawsze znajdzie się ktoś, kto narusza zasady savoir vivre’u, czy przekracza granice dobrego smaku, na szczęście w trakcie Konkursu takich przypadków nie ma zbyt dużo. Nad wszystkimi chatami i forami czuwają specjalnie przygotowani moderatorzy, którzy śledzą dyskusje w językach, w których toczą się rozmowy, w tym w językach azjatyckich. Najwięcej pracy mają z odpowiadaniem na sympatyczne pytania ludzi ciekawych dosłownie każdego drobiazgu dotyczącego przebiegu Konkursu. Razem z nimi stale się uczymy. 

Muzyka nie zamilkła, odrodziła się i pozwala nam wierzyć, że czasy ciszy nie powrócą. Jak pana zdaniem fakt, że ten najważniejszy Konkurs przezwyciężył pandemię, wpływa na poczucie nadziei, że instytucje kultury nie zostaną ponownie zamknięte?

- Chętnie powtórzę to raz jeszcze: Konkurs Chopinowski to wielkie święto muzyki celebrowane przez cały świat. Bardzo cieszymy się, że możemy zaprosić na nie absolutnie każdego - by dołączyć do nas, wystarczy kliknąć.