Reklama

Katarzyna Drelich, Interia: Spotkałam się z opinią, że wykonywanie pieśni Chopina jest o tyle trudne, że nie są one stricte koncertowe, czasem były pisane "przy okazji". Być może sam Chopin nie chciałby, żeby zostały wydane.

Olga Pasiecznik: - Głównym celem powstania tych utworów była chęć zrobienia przez Chopina pięknego prezentu swoim przyjaciołom. Większość pieśni była pisana z myślą o konkretnej osobie, jako wpis do dziennika, albo z dedykacją - tak jak dla Delfiny Potockiej. Każda z nich miała piękną historię. Na pewno za żadną z tych pieśni nikt mu nie płacił. Nie był to gatunek, który służył mu w celu zarobkowym. Pisał je z potrzeby serca. Pieśni miały być wykonywane w salonach. Wówczas słowo "salon" znaczyło co innego, niż dzisiaj. Większa część życia muzycznego toczyła się właśnie w salonach, w których spotykali się ludzie o pewnych wspólnych interesach, podglądach estetycznych, podobnych artystycznych gustach. Te pieśni nie były pisane z myślą o wielkich salach koncertowych, choć w niektórych element koncertowy słychać. Nie wyobrażam sobie wykonania tylko i wyłącznie w salonie Wojaka -  to jest pieśń, która ma wyraźny zalążek koncertowy, nie mówiąc o partii fortepianu - to jest dość trudne do grania. Tak samo nawet Melodia, Czary, Leci liście z drzewa. Są takie pieśni, w których wyraźnie słyszymy, że przesłanie wychodzi poza salon. Kiedyś między Julianem Fontaną a Chopinem wyniknęła rozmowa na temat ewentualnego wydania pieśni. Podobno Chopin już wtedy, pod koniec swojego życia, zastanawiał się nad tym. Nie sądzę, że marginalizował te utwory.

Reklama

Na ile ważna jest ta część twórczości Chopina na tle całego jego dorobku?

- Ciężko jest mówić, że doskonale rozumiemy muzykę Chopina, jeżeli naprawdę nie znamy jego pieśni. Podobnie jest z Mozartem. Trudno mówić, że znamy w całości Mozarta na podstawie jego symfonii, koncertów czy oper. Gdy spoglądamy na niego w kontekście pieśni, to nagle dostrzegamy, że sporo przegapiliśmy w jego utworach. W pieśniach zarówno jeden jak i drugi kompozytor nie wstydzi się być czasami trochę naiwnym, dziecięcym, bezbronnym.

W zeszłym roku wydana została płyta, na której śpiewa Pani pieśni Chopina z Kevinem Kennerem, który wystąpił na fortepianie historycznym. Dodatkowo, graliście je państwo z innego już wydania - Ekiera. Na czym polegają różnice w wersji pieśni z wydania Paderewskiego, nagranych z pani siostrą Natalią oraz z wersji Ekiera, nagranych właśnie z Kevinem Kennerem?

- Bardzo lubiłam redakcję Paderewskiego, byłam do niej przyzwyczajona i na niej te pieśni poznawałam. Więc emocjonalnie jestem bardziej do niej przywiązana. Gdy ta ostania ujrzała świat, na prośbę Instytutu Chopinowskiego powstało wspomniane nagranie. Mimo że wyszło w zeszłym roku, to nagrywane było ponad 10 lat temu. Przeleżało na półce z zupełnie niemuzycznych powodów. Jedno jest pewne - gdy dostałam to opracowanie, byłam bardzo zaskoczona, ponieważ z historycznego i muzykologicznego punktu widzenia właśnie to nowe wydanie zdawało się być bardzo rzetelne, dopracowane, bez żadnych wątpliwości. W wielu miejscach różnią się teksty, melodia, rytm, akompaniament, ale też ilość zwrotek. To wszystko ma znaczenie w przypadku pieśni. Założenie było takie, żeby wykonać jak najwięcej tego tekstu, który jest napisany. Jeżeli w redakcji Paderewskiego mamy cztery zwrotki, a w narodowym, ostatnim, jest ich siedem, to robi różnicę. Dramaturgia tej pieśni musi być inaczej zbudowana. Tych różnic jest naprawdę sporo. Na przykład w przypadku Leci liście z drzewa któryś fragment był spisany na podstawie wspomnień Fontany, tak jak to według niego było grane. Niekiedy są to kwestie kontrowersyjne, bo opierały się na osobistych wyobrażeniach i gustach.

A na czym polegała różnica wykonawcza w śpiewaniu tych pieśni z fortepianem historycznym?

- Cała paleta kolorystyczna przemówiła do mnie zupełnie innym językiem. Nagle okazało się, że Chopin grany dotychczas na współcześnie nastrojonym Steinwayu - dźwięcznym, srebrzystym, ostrym - w wersji na instrumencie historycznym przemówił do mnie nieco stłumionym głosem, nie tak otwarcie, jednoznacznie. Na fortepianie historycznym kwestie pedału, artykulacji, dotyku, a nawet czasu są inne niż na współczesnym. Do tej kolorystyki musiałam dostosować barwę głosu. Musiałam go właśnie tak ocieplić, żeby to zabrzmiało autentycznie z instrumentem. W ogóle świadomość tego, że Chopin mógł na takim samym instrumencie grać już zmienia optykę widzenia tych pieśni. Instrument historyczny jest elementem spajającym przeszłość z teraźniejszością, gdyż sugeruje brzmienie słyszane w tamtych czasach. Okazuje się, że wówczas tych pieśni nie dałoby się wykonać współczesnym zadęciem, którym śpiewają niektórzy dzisiejsi śpiewacy oraz że te kolory, które mamy gdzieś w naszym głosie, jednak nie pasują i trzeba sięgnąć po pastele, które wcześniej nie były używane.

I nie ma również miejsca na popisy wokalne.

- Nie ma w zupełności. Wyraźnie słychać w tych pieśniach, że część z nich powstawała dla śpiewaków niekoniecznie wybitnie wykształconych wokalnie. Choć były i takie  jak na przykład Melodia napisana dla Delfiny Potockiej, z myślą o profesjonalnym wykonaniu. W większości są to jednak pieśni, które z powodzeniem mógł śpiewać ktoś, kto był wyłącznie amatorem muzycznym.

W tym miejscu chciałam spytać o różnicę w czytaniu pieśni Chopina, a na przykład Szymanowskiego, ale w zasadzie odpowiedź nasuwa się sama. Chociażby frazy utworów pierwszego z kompozytorów po usłyszeniu melodii dużo łatwiej jest powtórzyć, drugiego już niekoniecznie.

- To prawda. Natomiast pozorna łatwość pieśni Chopina raczej im nie ujmuje. Wręcz dla profesjonalnego śpiewaka oznacza to postawioną wyżej  poprzeczkę, trzeba wyzbyć się ambicji wokalnej, przestać szukać, gdzie można się popisać głosem, tylko być medium, które przekazuje to, co jest do przekazania.

To jest czasami najtrudniejsze.

- Zgadza się. Siostra Szymanowskiego pisała o tym przy okazji Rymów dziecięcych: "Proszę się wyzbyć ambicji śpiewaczej, tylko stać się małym dzieckiem w pokoiku". Coś pięknego - wtedy można wyczuć, jak te Rymy zaśpiewać. Wyzbyć się kiczu, koturnowości i dać szansę, by ta muzyka przemówiła.

A propos koturnowości i być może przewrotności, chciałabym nawiązać do Mazurków w opracowaniu na głos z fortepianem Pauline Viardot. Spotkałam się z opinią, że ich opracowanie jest karkołomne.

- Trudno się nie zgadzać z tym opracowaniem, skoro sam Chopin wykonywał je z Pauline Viardot. Podejrzewam, że gdyby ta koncepcja mu nie odpowiadała, to mógłby zaprotestować, by w wydaniu na głos w ogóle powstawały. Mało tego, że przyjął jej pomysł, to jeszcze odbywał z nią całe tournée z tym programem. Dodatkowo na afiszach niekiedy widniały wielkie napisy "Jedyny koncert daje gwiazda Pauline Viardot" i małymi literami: "Przy fortepianie - Fryderyk Chopin". Z punktu widzenia współczesnego człowieka wygląda to kuriozalnie, ale tak było.

Dlaczego?

- Bo ona wówczas była wielką gwiazdą.

Większą niż Chopin?

- Tak podejrzewam. To gwiazda operowa.

Niestety dziś podobnie bywa z duetami śpiewak-pianista.

- Tak i to jest rzeczywiście niezrozumiałe. Bardzo boli zarówno mnie jak i pianistów, z którymi wykonujemy koncerty, gdy na afiszu lub w programie widzimy, że nazwisko śpiewaka jest napisane inną, większą czcionką, niż nazwisko pianisty. Uważam, że w naszych czasach jest to skandaliczne. Niektórym organizatorom trzeba tłumaczyć, że to jest równorzędna praca.

Być może pokutuje błędne przekonanie, że scena nie jest w stanie unieść dwóch wielkich osobowości?

- Mam nadzieję, że już nie. Coraz więcej wspaniałych, koncertujących pianistów sięga po repertuar kameralny. Na przykład ktoś takiej klasy jak Hélène Grimaud nagrywa muzykę wokalną. Każdy pianista prędzej czy później zakochuje się w muzyce wokalnej, bo za tym pierwiastkiem melodii i śpiewu zawsze jest jakaś tęsknota.

Po roku Moniuszkowskim odniosłam wrażenie przesytu twórczością tego kompozytora, po Chopinowskim jednak pozostaje pewien głód.

- Myślę, że skala talentu w przypadku tych dwóch kompozytorów jest różna. Chopin to talent, który należy się całemu światu, ponieważ już dawno przekroczył wszelkie granice narodowości i czasu. Z kolei Moniuszko zawsze pozostanie wielkim kompozytorem polskim.

I dlatego Chopin się nie nudzi?

- Myślę, że tak. Poza talentem to również kwestia zawartości i przesłania, które zawarł w muzyce. U Chopina jest ono bardzo uniwersalne. Być może teraz jest taki czas, że bardziej poszukujemy wartości uniwersalnych - może to bardziej do nas przemawia?

Katarzyna Drelich