Reklama

Chopin zmarł 171 lat temu. Zdrowie nigdy nie było jego mocną stronę. Od dzieciństwa borykał się z rozmaitymi problemami. Kruchy, delikatny, drobnej postury. Raz bywało lepiej, kiedy indziej - gorzej. Poważny kryzys przyniosła podróż na Majorkę na przełomie 1838 i 1839 roku, którą odbył z George Sand. Tamtejszy klimat, wilgoć i odczuwalny chłód doprowadziły go na skraj wyczerpania. George zdecydowała o wcześniejszym powrocie do Paryża, obawiając się o życie Chopina. O dziwo po tym kryzysie podniósł się jeszcze. Wystarczyło mi sił, by przeżyć kolejnych dziesięć lat.

Ostatnie dwa lata życia upłynęły pod znakiem załamania po rozstaniu z Sand. Próbował normalnie funkcjonować, dawał lekcje, widywał się z przyjaciółmi, ale były to tylko próby utrzymywania pozorów. Nie mógł skupić się na komponowaniu. Zakończony związek kładł się cieniem na jego życiu.

Początek końca

Reklama

Choroba postępowała i coraz bardziej osłabiała Chopina. W czerwcu 1849 roku błagał on wręcz o przyjazd do Paryża swoją siostrę Ludwikę. Była osobą bliską jego sercu, powiernicą tajemnic i trosk. Czuł, że koniec jest blisko. Chciał, by w tym czasie Ludwika była blisko niego. Tak też się ostatecznie stało. Już w sierpniu przybyła do Francji i pozostała u boku brata aż do jego śmierci.

Gdyby nie pomoc przyjaciół, umierałby w nędzy. Ci jednak zadbali o niego i zapewnili mu opiekę. Jak wyglądały ostatnie dni wielkiego geniusza? Jesienią nie domagał już zupełnie. Z dnia na dzień jego stan był coraz poważniejszy. Jak pisze w książce "Chopin w Paryżu" Tad Szulc, 7 października w czasie badania wyszeptał: "Teraz zaczyna się moja agonia". Gdy lekarz próbował go pocieszać, powiedział: "Bóg wyświadcza człowiekowi rzadki zaszczyt, objawiając mu moment zbliżającej się śmierci; okazał mi tę łaskę. Nie przeszkadzajcie mi".

Bohdan Zaleski, poeta i przyjaciel Fryderyka, napisał po wizycie u niego: "Jest już jedną nogą na tamtym świecie. Jego stan jest bardzo zły. Nogi i brzuch zaczynają mu puchnąć". Cielesność pokonywała geniusza. 12 października Chopin oddychał z tak wielkim trudem, że lekarz uznał, że koniec może nadejść lada chwila. Ale agonia trwała dalej.

Pożegnalny koncert

W tych dniach Fryderyka odwiedziła Delfina Potocka. Miał wtedy zawołać: " Bóg zwlekał tak długo z powołaniem mnie do siebie; pragnął, bym mógł jeszcze ucieszyć się Twoim widokiem, pani!". Poprosił, by dla niego zaśpiewała. Przesunięto fortepian z pokoju obok. Hrabina, walcząc ze ściśniętym gardłem, dawała ostatni koncert dla umierającego Chopina.

Niedługo przed śmiercią Fryderyk napisał na kartce: "Gdy ten kaszel mnie zadusi, zaklinam Was, każcie otworzyć moje ciało, żebym nie został pochowany żywcem". To była jego obsesja od długiego czasu. Ostatecznie jego prośba została spełniona. Z ciała wyjęto serce. Ludwika przewiozła je w szklanym naczyniu wypełnionym alkoholem do Warszawy. Do dziś znajduje się ono w Kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

We wtorek, 16 października, Chopin prawie przez cały dzień był przytomny. Wydawał ostatnie zalecenia. Powtarzał, by spalić wszystkie nieukończone rękopisy, by przekazać notatki do "Metody gry fortepianowej" Valentinowi Alkanowi, muzykowi i dawnemu sąsiadowi Chopina. Poprosił też, by na jego pogrzebie odegrano "Requiem" Mozarta.

Duchowe pojednanie

Chopin nie był religijny, nie przestrzegał kościelnych nakazów, ale nie można powiedzieć, by nie wierzył. Szulc przytacza w swojej książce relację, jaką pozostawił ksiądz Jełowiecki, bliski przyjaciel Chopina. Wspominał on w swoich zapiskach, że Fryderyk nakłaniany przez niego do przyjęcia sakramentów odmawiał, tłumacząc, że ich nie rozumie. "(...) spowiedzi jako Sakramentu zgoła nie pojmuję. Jeżeli chcesz, to dla twej przyjaźni wyspowiadam się u Ciebie, ale inaczej to nie" - mówił Fryderyk.

Jednak ostatecznie coś się w nim przełamało. Gdy 12 października zaniepokojony stanem chorego lekarz wezwał Jałowieckiego, Chopin zgodził się przyjąć sakramenty. "’Czy wierzysz?’ zapytałem. Odpowiedział" ‘Wierzę’. (...) I (...) w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą. I tuż przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił" - pisał ksiądz. W pewnym momencie Chopin powiedział do lekarzy: "Puśćcie mię, niech umrę. Już mi Bóg przebaczył (...). Chcę umrzeć!".

Za trumną Chopina od kościoła Madeleine do grobu na Père-Lachaise szły bezpośrednio jego siostra Ludwika i Jane Stirling, która otaczała Fryderyka opieką w ostatnim czasie. Za nimi podążały setki przyjaciół, znajomych, wielbicieli kompozytora. Trumnę nieśli Eugène Delacroix, Auguste-Joseph Franchomme, Camille Pleyel i książę Aleksander Czartoryski. Kondukt prowadzili książę Adam Czartoryski i Giacomo Meyerbeer. W takim towarzystwie odchodził na zawsze wielki geniusz...

Monika Borkowska